czwartek, 12 listopada 2009

Dostęp do internetu podczas egzaminów

Duńczycy rozpoczynają edukacyjną rewolucję. W wybranych szkołach zezwolono na korzystanie z internetu podczas egzaminów. Do 2011 roku nowatorskie rozwiązania zostaną wprowadzone we wszystkich placówkach.

Dania jest chyba pierwszym krajem na świecie, który zdecydował się na przejście od edukacji opartej na przyswajaniu i odtwarzaniu informacji do systemu przystosowanego do sieciowych realiów. Każdy z uczniów podczas egzaminów końcowych ma ze sobą komputer podłączony do internetowej sieci. Można korzystać z dowolnych stron, pod warunkiem, że nie są przeprowadzane konsultacje z osobami z zewnątrz i uczniowie nie komunikują się z osobami z klasy.

Przeprowadzane są wyrywkowe kontrole. Uczniowie twierdzą, że nie ma możliwości upilnowania wszystkich, ale jednocześnie dodają, że niewielu zdecydowałoby się na ściąganie, są za bardzo zdyscyplinowani. Nauczyciele podkreślają, że nie wierzą, by ktokolwiek chciał ściągać. Nie tylko dlatego, że grozi za to usunięcie ze szkoły, uważają, że wyznawane przez uczniów wartości wezmą górę.

Egzaminy są tak skonstruowane, że nie wystarczy zaznaczenie poprawnej odpowiedzi lub przepisanie jej z internetowej strony. Jak mówi dla BBC Mark, GE, Witney: "Korzystanie z internetu to jak korzystanie podczas egzaminu z otwartej książki; uczeń może sprawdzić wyrażenia algebraiczne lub daty, ale testowane powinno być to, jak używa i interpretuje dane".

Można zatem śmiało powiedzieć, że Dania jest edukacyjną awangardą. Eksperymenty prowadzono co prawda w ubiegłym roku w Australii, w jednej ze szkół dla dziewcząt, organizując egzaminy nazwane żartobliwie "telefon do przyjaciela", ponieważ zezwalano na korzystanie również z komórek. Testy prowadził także jeden z okręgów norweskich, nie decydując się jednak na udostępnienie uczniom internetu. Ale duńskie testy i konkretne plany wprowadzenia zmian nie mają chyba w tej chwili równych sobie.

Automatycznie nasuwa się pytanie o polską szkołę. W materiale BBC jeden z ekspertów rzuca wprost, że w tej chwili uczniowie przyswajają wiedzę w dziewiętnastowiecznym trybie. A powinni przystosować się do wieku dwudziestego pierwszego. Pada również stwierdzenie, że obowiązkiem szkoły jest nauczenie korzystania z internetu.

Ostatnie zdanie może wywoływać uśmiech. Jak to, uczyć korzystania z internetu? Młodzi ludzie radzą sobie przecież z tym świetnie. Wydaje mi się, że pozostawienie uczniów bez instruktażu i refleksji odnośnie sieciowego metamedium byłoby jak pozostawienie im swobody odnośnie lektur w ramach literackiego kształcenia. Doświadczeni nauczyciele i pedagodzy mogą zaoferować uczniom zdecydowanie więcej niż oni sami są w stanie odkryć. Zwłaszcza, że młodzi ludzie, jak to młodzi ludzie - większość z nich mogłaby się skupić na mało kształcących rozrywkach.

Wracając do polskiej szkoły, warto podesłać nauczycielom informacje na temat zmian w Danii. Ciekaw jestem nauczycielskich opinii. Bo co do ministerialnych poglądów jestem niemal pewien, że byłyby zupełnie inne niż skandynawska wizja. Czy znowu będziemy ogonem Europy? Pomysłodawcy eksperymentu nie mają wątpliwości - za kilka lat cały kontynent zrozumie duńskie wysiłki i zaczną się poważne zmiany. Obyśmy ich doczekali...

źródło: BBC

zdjęcie: www.sxc.hu

Creative Commons License


Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

Redakcja p54


Pracownia54 jest serwisem poświęconym edukacji medialnej. Znajdziecie tutaj informacje o nowych edukacyjnych przedsięwzięciach, narzędziach i wydarzeniach. Będziemy publikować krótkie "newsy", ale również refleksyjne materiały i teksty, które udało nam się wydać poza serwisem. P54 funkcjonuje z różnym natężeniem aktywności od trzech lat.

Szefem i pomysłodawcą projektu jest Grzegorz Stunża, na co dzień zawodowo, naukowo-dydaktycznie związany z Pracownią Edukacji Medialnej w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, współpracujący również z Redakcją Serwisów Edukacyjnych portalu "Wirtualna Polska". Obecnie w skład redakcji wchodzi także Sara Katulska - studentka pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego i m.in. autorka tekstów dla serwisu szkola.wp.pl. W różnych okresach działania p54 współtworzyli serwis (i liczymy, że jeszcze udzielą nam wsparcia) Agnieszka Kminikowska, Aleksandra Żukowska, Damian Muszyński, Piotr Siuda i Marcin Wilkowski oraz grono studentów, których teksty "przedrukowywaliśmy" w serwisie.

Wszystkich zainteresowanych współpracą prosimy o kontakt na adres pedgds at univ.gda.pl

czwartek, 10 września 2009

Dum Deus calculat, mundus fit czyli „Frankenstein część II”


W poprzednim info-poście zapowiedziałem powakacyjny powrót p54. Zdałem sobie sprawę, że w wakacyjnym szalenstwie zapomniałem opublikować jeden ze studenckich wpisów. Zachęcam zatem do lektury kolejnego refleksyjnego wpisu Olgi Tomczak, której ponownie dziękuję za zgodę na publikację. Mam nadzieję, że nie jest to ostatni w najbliższym czasie tekst studencki. Liczę na powrót do blogowania Sary (i, nie wskazując palcem, pozostałych osób, które posiadają dostęp do p54), bo sam udaję się na naukowy urlop. Nie oznacza to rezygnacji z pisania do pracowni, ale zmnijszy znacząco kontakt ze studentami.

Od tysięcy lat historia jest świadkiem ogromnych przemian cywilizacyjnych. Gdyby zapytać na ile pewne zdobycze techniki przyczyniły się do dobra ludzkości a na ile wręcz przeciwnie, zapewne wyłoniłoby się wiele sprzecznych opinii . Polemiki nad wartościami pozostawię jednak filozofom, sama pozostanę przy stwierdzeniu samego faktu oraz pewnego nieśmiałego wysnucia prognozy na przyszłość.

Można czasem zetknąć się z opinią, w formie żartobliwego zadziwienia, jak to kiedyś można było żyć bez telefonów komórkowych albo internetu (albo pralki z kilkunastoma programami prania)? Nasi pradziadkowie żyli, radzili sobie i wcale się nie nudzili tak jak nam mogłoby się wydawać. Co więcej zapewne oni, tak jak znaczna większość współczesnych nam ludzi, myśleli że żyją u szczytu rozwoju cywilizacji i nie możliwe by udało się komuś wymyślić coś nowego, ułatwić coś jeszcze bardziej (tudzież jeszcze bardziej skomplikować - co czasem ciśnie się na usta czytając instrukcję obsługi napisaną w kilkunastu językach, z których każdy wydaje się być chińskim).

Rozwój nauki jest motorem napędzającym przemiany społeczne. Ciężko jednoznacznie określić, w którym momencie historii pojawiła się przysłowiowa kura lub jajko, z którego następnie wykluwały się kolejne pomysły, doprowadzające świat do obecnego stanu rozwiniętej technologii informacyjnej. Można założyć, że była to pierwsza wydrukowana, za pomocą ruchomej czcionki, Biblia, dająca nadzieję na upowszechnienie medium jakim jest pismo. Można założyć, że pierwszy krok postawiony został dużo później – w XVIII-wiecznej Anglii, gdzie skonstruowawszy pierwszy mechaniczny warsztat tkacki dano początek industrializacji. Równolegle do przemysłu włókienniczego rozwijał się przemysł metalurgiczny. Produkcja stali znalazła zastosowanie również w transporcie, na początku XIX wieku otworzono pierwszą publiczną linię kolejową, powstały pierwsze statki o napędzie parowym. W połowie XIX wieku Thomas Edison wynalazł żarówkę, Meucci skonstruował prototyp telefonu i tak wraz z początkiem XX wieku świat zadomowił się w erze elektryczności. Kolejne przemiany wprowadzające nowe jakości w życiu człowieka, jak wynalezienie taśmy magnetycznej (1928), kolorowej telewizji (1938) i komputera elektronicznego ENIAC (1946) i zaraz po nim UNIVAC1, zapoczątkowały erę elektroniki. W 1971 roku światło dzienne przyćmił pierwszy mikroprocesor dając początek nowej erze – mikroelektroniki.

Wielu współczesnych studentów nie jest w stanie przypomnieć sobie przełomowych momentów historii internetu, gdyż było w tym czasie zajętych rozpracowywaniem ontologicznego bytu, potencjalnie zaktualizowanym w postaci gryzaczka (lub pluszowego misia dla tych bardziej doświadczonych życiem). Nie mniej jednak już na świecie byliśmy! Lata 90te to początek ery komunikacji cyfrowej. W 1998 zaczęły powstawać pierwsze globalne serwisy usługowe (serwisy aukcyjne, sklepy). Już W XXI wieku zaczęły powstawać portale społecznościowe. Gdy na dobre do użytku weszły telefony komórkowe, staliśmy się światkami konwergencji informatyki i telekomunikacji. Zjawisko to z pewnością będzie się pogłębiać.

Na każdy nowy wynalazek świat, który znamy jedynie z książek historycznych, reagował wielkim entuzjazmem, tak samo jak teraz. Na szczęście nie na wszystko musimy reagować z zapartym tchem, gdyż gdyby tak było, prawdopodobnie byśmy się udusili z braku powietrza. Analizując momenty przełomowe w historii rozwoju cywilizacji, można wysnuć wniosek że machina technologii porusza się ruchem jednostajnie przyspieszonym. Powstaje coraz więcej wynalazków w coraz krótszym czasie. Przyzwyczajamy się do nowości i z zaciekawieniem, a być może również z obawą pytamy się „co dalej?”.

Liczni spekulanci uważają że po erze internetu czeka nas era sztucznej inteligencji. Już od lat pracuje się nad tworzeniem robotów humanoidalnych, próbując wyeliminować liczne problemy, jak (pomijając spory natury aksjologicznej), niewystarczające możliwości pamięci obliczeniowej i pojemności dysków. Aby skonstruować sztuczny mózg potrzebny jest dysk o pamięci 100 terabajtów, podczas aktualne możliwości realizacyjne doprowadziły do produkcji dysku o pojemności 1 terabajta.

Gdy już wiemy co, pozostaje pytanie „kiedy?”. Machina pędzi, a najdoskonalszym błędem w jej konstrukcji było nie zamontowanie hamulców. Uwaga;).


e r r a t a
Obecnie dostępny jest dysk o pojemności 8 terabajtów - ź r ó d ł o

zdjęcie: www.sxc.hu

Znalezione w sieci



Znalezionie na blogu Angeli A. Thomas. Niech to będzie skromna zapowiedź powakacyjnego przebudzenia. Liczę na sprawdzenie się starej życiowej prawdy - im więcej roboty, tym więcej czasu (a przynajmniej chęci) na blogowanie.

Zdjęcie: www.sxc.hu
Creative Commons License


Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
eXTReMe Tracker